
Jeszcze niedawno sama z sukcesami brała udział w wojewódzkich finałach Pucharu Tymbark jako zawodniczka Victorii SP2 Sianów. W tym roku ponownie pojawiła się na boisku, ale już w zupełnie innej roli. Alicja Kosowska była jedną z sędziów podczas finałowych rozgrywek w Szczecinku.
Była to doskonała okazja do wspomnień z poprzednich edycji, porównania emocji towarzyszących zawodnikom i sędziom oraz spojrzenia na turniej z różnych perspektyw.
Jak to się stało, że zamieniłaś piłkę na gwizdek?
Od siódmego roku życia grałam w piłkę nożną w klubie Victoria SP2 Sianów, z którym regularnie brałam udział w turniejach o Puchar Tymbark. W pewnym momencie zdecydowałam się zmienić dyscyplinę sportu i skierowałam się w stronę sportów walki, ale piłka nożna cały czas była mi bliska i uznałam, że nie chcę od tego całkowicie odchodzić. Z tego powodu zdecydowałam się na sędziowanie.
Jak wspominasz swoje występy w finałach Pucharu Tymbark?
Bardzo dobrze pamiętam ten czas. Miałam okazję grać we wszystkich kategoriach wiekowych. Niestety ani razu nie udało nam się wywalczyć prawa wyjazdu na turniej finałowy do Warszawy. Starsze koleżanki dwukrotnie pojechały na ogólnopolskie finały, ale mój rocznik, mimo dobrych wyników, kończył maksymalnie na drugim miejscu w województwie. Puchar Tymbark zawsze był okazją do spotkań ze znajomymi, ale także rywalizacji z nieznanymi nam wcześniej zawodniczkami. Każdy turniej to nowe doświadczenia.

Tamto doświadczenie boiskowe pomaga Ci dzisiaj w sędziowaniu meczów w ramach turnieju?
Bardzo mi pomaga. Cały czas czuję grę, pamiętam, jak to było z drugiej strony i staram się nie przeszkadzać zawodnikom i zawodniczkom. Samo sędziowanie bardzo się różni od gry w piłkę, ale tamte doświadczenia pomagają teraz w podejmowaniu decyzji czy też rozumieniu przepisów.
Przypomnij sobie ten czas, kiedy jako mała dziewczynka pierwszy raz jechałaś na finały wojewódzkie Pucharu Tymbark. Jakie emocje Ci wtedy towarzyszyły?
To zawsze był dla mnie duży stres, ale z roku na rok coraz lepiej sobie z nim radziłam. Ostatecznie to zawsze miała być dla nas dobra zabawa i nikt nie wywierał presji, że mamy wygrać, choć oczywiście same przyjeżdżałyśmy z nastawieniem, że walczymy o złoto.
A dziś już w roli sędzi jakie emocje Ci towarzyszą? Tez pojawił się pewien stres?
Nie. Dziś, dzięki zebranemu już doświadczeniu, nie odczuwam żadnego stresu. Wiadomo, że jako sędzia muszę podejmować dobre decyzje, ale jako zawodniczka czułam na sobie większą odpowiedzialność. Ja dziś o nic nie rywalizuję, a oni grają o spełnienie swoich marzeń i wyjazd na finały do Warszawy.
Doświadczenie z boiska przydaje się tutaj z jeszcze jednego powodu. Zauważyłem, że często jako sędziowie musicie tłumaczyć młodszym zawodnikom zasady, chociażby rzutu wolnego czy wprowadzenia piłki do gry z autu.
To jest bardzo fajne. Wiadomo, że nie wszystkie dzieci znają jeszcze zasady, niektórzy pierwszy raz grają w meczach, w których jest sędzia. Najlepiej nauczą się tego wszystkiego właśnie podczas gry na turniejach i to jest nasza odpowiedzialność. Dla nas to też pewna forma edukacji.
Rozmawiał Łukasz Czerwiński


