
Coraz częściej w niższych ligach możemy znaleźć znanych piłkarzy, którzy na koniec swojej kariery wspierają lokalne kluby i wciąż cieszą się grą w piłkę. Podobnie jest z Szymonem Pawłowskim, który jeszcze jesienią występował w Betclic 1. Lidze, a aktualnie wrócił tam, gdzie wszystko się zaczęło. Od rundy wiosennej występuje w zachodniopomorskiej klasie okręgowej w barwach Pomorzanina Sławoborze.
Po rozwiązaniu kontraktu z Wartą Poznań zdecydowałeś się na powrót do występującego w klasie okręgowej Pomorzanina Sławoborze. To była decyzja spontaniczna, czy zapadła już dawno? A może to realizacja obietnicy sprzed lat?
To decyzja, która zapadła już dawno temu. Stąd się wywodzę i z tego klubu wyruszyłem na piłkarski szlak. Zawodowo nie planowałem już nigdzie grać, szukać klubu na siłę, więc powrót do Pomorzanina to naturalna decyzja. Jest tu mój pierwszy trener, któremu dużo zawdzięczam, są koledzy, z którymi zaczynałem i ludzie, którzy zawsze we mnie wierzyli i kibicowali przez całą karierę, nie tylko w tych dobrych momentach.
Jak się czujesz ponownie grając w Pomorzaninie i jak oceniasz poziom klasy okręgowej po tych pierwszych meczach? Po latach występów na poziomie centralnym to zapewne duża zmiana?
Zagrałem w dwóch meczach z czołówką ligi. Przegraliśmy zarówno z Astrą Ustronie Morskie jak i Wieżą Postomino. W spotkaniu z Astrą mogliśmy pokusić się o remis, ale z Wieżą byliśmy wyraźnie słabsi. Na pewno muszę zmienić swoje podejście, bo nie mogę wymagać tyle od tych chłopaków, to już nie jest sport zawodowy. Tutaj gra się dla przyjemności, zawodnicy trenują jak mogą i kiedy mogą. Umiejętności są różne. Mamy młody zespół, który w poprzedniej rundzie zdobył osiem punktów, więc tak naprawdę walczymy o utrzymanie.
Czuć większe zainteresowanie meczami, gdy pojawiłeś się w drużynie Pomorzanina?
Do tej pory zagrałem w dwóch meczach w Sławoborzu, bo też nie zawsze mogę być. Wciąż mieszkamy w Poznaniu, moje córki chodzą tu do szkoły, więc dojeżdżam tylko na mecze. Trenuję indywidualnie w Poznaniu lub korzystam z gościnności drużyny Wiary Lecha, której trener zgodził się, żebym uczestniczył z nimi w zajęciach. Na pewno na pierwszym meczu było dużo kibiców, jak na warunki Sławoborza, więc atmosfera była przyjemna, ale niestety przegraliśmy. Czuć większe zainteresowanie i cieszę się, że wróciłem.
Rozwiązanie kontraktu z Wartą było dużym zaskoczeniem?
Dobrze się czułem w Warcie i wciąż solidnie wyglądałem na treningach, więc nie mam sobie nic do zarzucenia. Na pewno nie chciałem rozwiązywać kontraktu, ale też nic na siłę. Tak szczerze, głównym powodem rozwiązania kontraktu była osoba trenera. Nie widział mnie w składzie i nie było nam po drodze.
Trwa walka o utrzymanie w Betlic 1. lidze. Jak oceniasz szanse Warty Poznań i grającej niedaleko Sławoborza Kotwicy Kołobrzeg?
Sytuacja obu zespołów jest trudna. Warta i Kotwica nie wygrały jeszcze meczu w tej rundzie. Chciałbym, żeby utrzymały się obie drużyny, bo dla województwa zachodniopomorskiego ważne jest posiadanie klubu na poziomie pierwszoligowym. Warcie też bardzo kibicuję, bo spędziłem tam pół roku, znam chłopaków, jest świetna szatnia, więc chciałbym, żeby się utrzymali. Obawiam się jednak, że jedna z tych drużyn może spaść.
Zanim ruszyła runda wiosenna i znów zagrałeś dla Pomorzanina, to wystąpiłeś w trzeciej lidze futsalu, w barwach drużyny Futsalu Kołobrzeg. Nie myślałeś o tym, żeby spróbować poważniej występów na hali? Idąc wzorem np. Waldemara Soboty, który trafił nawet do reprezentacji Polski w futsalu.
Szczerze mówiąc nawet o tym nie myślałem, ale może teraz się zastanowię. Jest nawet klub w Poznaniu, który będzie grał w barażach o Ekstraklasę. Nie spodziewałem się do końca, że tak szybko rozstanę się z Wartą, a chciałem podtrzymać formę sportową, lubię grać w piłkę, więc jak dostałem propozycję gry w Futsalu Kołobrzeg, który zresztą często występuje w Sławoborzu, to chętnie się zgodziłem.
To wiem, że temat futsalu jest do przemyślenia, a jakie ogólnie masz zawodowe plany na przyszłość? Wiążesz ją z dalszą pracą przy piłce?
Wszystko szybko się dzieje ostatnio, więc nie snuję większych planów. Do czerwca wszystko zostanie tak jak jest. Zacząłem kurs UEFA B w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej, w międzyczasie zgłosiłem się na kurs dyrektora sportowego, więc idę w kierunku dokształcania się do świata piłki nożnej od tej drugiej strony. Bo to jednak zupełnie inna bajka niż występy na boisku.
Rozmawiał Łukasz Czerwiński
Foto: Kasia Dzierżyńska


